I kto tu jest Świętą Krową?

Nasze społeczeństwo mnie dosłownie przeraża…

 

My kochamy nienawidzić wszystkich za wszystko i za nic. Uwielbiamy pakować się butami, bez ostrzeżenia, do czyjegoś życia tylko po to, aby je poukładać według własnych norm i doświadczeń. Jesteśmy fanatykami własnych poglądów. Nie dostrzegamy różnorodnych potrzeb innego człowieka, bo totalnie wszystko musimy rozpatrywać według siebie. Naszym najkochańszym słowem jest słowo JA.

 

 

Bo ja…….

A ja …….

Ja, ja, ja…..

 

 

W tym całym samouwielbieniu i niekończącemu się wpatrywaniu w czubek własnego nosa nie potrafimy czasami zejść z własnego piedestału, po to aby spojrzeć szerzej, dopatrzeć się kontekstu a przede wszystkim, aby tak po prostu po ludzku kogoś zrozumieć. Mało tego, w pogoni za ciągłym stawianiu na swoim, bywa że toniemy w oceanie absurdu i żenady, gdy argumentujemy własne poglądy za pomocą stereotypu, nonsensu i totalnej fikcji naukowej traktując przy tym innych jak głupców.

Skąd ten wpis? A z przypadku. Drogi Facebook za sponsorował mi post Roberta Biedronia, w którym ogłosił swoje poparcie dla mamy, której odmówiono prawa do nakarmienia dziecka piersią, tak PIERSIĄ, w restauracji. Przypadkowo, wyświetlił mi się jeden z licznych pod postem komentarzy. Komentarzy, których wolałabym nigdy nie przeczytać.

Bo nagle dowiaduje się, że karmienie piersią można przyrównać do robienia kupy na stole…. Albo że kobiety karmią w miejscach publicznych, bo mają potrzebne obnażania się. Albo jeszcze lepiej! Karmimy ponieważ leczymy kompleksy związane ze zmianą ciała po porodzie…. Generalnie masa ludzi poinformowała mnie również, że skoro jestem mamą karmiącą, to powinnam siedzieć w domu do czasu, aż moje dziecko zacznie jeść z butelki lub będę mu mogła podawać inne produkty. Krótko mówiąc przez 6 miesięcy, bo po takim czasie rozszerza się dietę dziecka, nie mogę spokojnie wyjść z domu na dłużej do parku, restauracji, kawiarni, czy do muzeum.

 

 

Cudownie, prawda?

 

 

A później się dziwimy, że matki w Polsce nie karmią naturalnie, albo że zaszywają się w domu z dzieckiem i nigdzie nie wychodzą.

Czy jestem zwolenniczką karmienia piersią wszędzie, gdzie popadnie?

 

Nie, nie jestem.

 

 

Ale czy to oznacza, że mam prawo oceniać wszystkie kobiety wokół, które są czasem zmuszone do karmienia dziecka w miejscu publicznym? Oczywiście, że nie. Dlaczego? Ponieważ sama będąc mamą nadal mam ochotę pójść do restauracji na obiad, za co nasze wspaniałe społeczeństwo bardzo chciałam przeprosić. A mój bezczelny syn, który był do niedawna karmiony wyłącznie piersią – wybaczcie znów za użycie tego pruderyjnego słowa – kiedy wchodził do restauracji, w której pachniało jedzeniem sam nabierał ochotę na mleko. Dziwne, co? Wy na pewno wchodząc do restauracji nie nabieracie wilczego apetytu…

I tak mam w domu laktator, tyle że moje dziecko po pierwsze nie akceptuje butelki, a po drugie sama nie mam ochoty za każdym razem, gdy chce wyjść z domu na dłużej, siedzieć jak dojna krowa i ściągać mleko do kubeczka. Czy to oznacza, że możecie mnie spotkać przy stoliku obok z wywalonym cycem? Nie, bo chowam się po kątach, gdzie się da, a jak się nie da, to ubieram siebie i dziecko, i idę do samochodu by móc w spokoju nakarmić. Tylko, czy to jest normalne? Czy to jest w porządku, że młoda mama jest zmuszona do wyjścia z restauracji tylko dlatego, że wybrała najzdrowszy sposób odżywiania dla swojego dziecka?

My kobiety nie jesteśmy świętymi krowami. Ale Wy też nie. I problem nie polega na tym, czy nam wolno karmić publicznie, czy nie. W tej kwestii po prostu się nie dogadamy, bo każdy z nas ma inne doświadczenia i inne potrzeby. Problem polega na tym, że w lokalach nie ma miejsca dla mam chcących nakarmić dziecko. Sama niedawno zapytałam się w jednej z  restauracji, czy jest jakieś ustronne miejsce, gdzie mogłabym na chwilę się schować by nakarmić Marcela. Kelner uprzejmie mnie poinformował mnie, że jest…

w toalecie

 

i na pewno będzie nam tam wygodnie….

Wiecie, co najbardziej mnie bolało w czytaniu tych wszystkich komentarzy? Brak zrozumienia. W Polsce panuje tendencja do nie dostrzegania potrzeb mniejszości. Nie widzimy problemu, kiedy budujemy przejścia podziemne nie myśląc o zapewnieniu bezpiecznych zjazdów dla osób starszych
i niepełnosprawnych. I tak samo nie przejmujemy się tym, że młode mamy nie mogą w ciszy nakarmić swojego dziecka za zwykłym parawanem, który nie zajmuje w lokalu dużo miejsca. Wszyscy żyjemy w przeświadczeniu, że świat jest dla osób zdrowych i samodzielnych, ale kiedy przestajemy się do tego grona szczęśliwców zaliczać, to nagle budzimy się i z oburzeniem stwierdzamy, że w Polsce to nie ma ani tolerancji, ani zrozumienia.

W takich sytuacjach bezsensownej walki między nami o głupoty, które mimo wszystko potrafią wydobyć z nas tyle agresji, zastanawiam się czy obudzę się kiedyś w kraju, w którym zamiast krzyku będzie konstruktywna rozmowa, której celem będzie rozwiązanie problemu bez przegranych. I tak:

Problem społeczny: miejsce dozwolone do karmienia naturalnego.

 

Strona A: chcę karmić w miejscach publicznych.

Strona B: nie chcę widzieć, jak obca kobieta karmi obok mnie dziecko. Do czego macie absolutne prawo i nikt nie może mieć do Was o to pretensji.

 

Rozwiązanie: właściciele restauracji, kawiarni itp. miejsc kupują parawan za ok. 150 zł rozwiązując przy tym problem. PS. I oczywiście nie twierdzę, że muszą być do tego absolutnie wszyscy zobowiązani, ponieważ jestem w stanie zrozumieć, że w niektórych lokalach po prostu nie ma miejsca na takie rozwiązanie.

 

 

I proszę nie ma przegranych, nie ma wygranych. Wszyscy jesteśmy zadowoleni. Da się? Oczywiście, że tak, tylko chęci brak. O wiele lepiej się licytować o to, kto ma rację i sięgać, bo argumenty poniżej wszelkiej krytyki. Prościej się pokłócić, obrazić i tupnąć nogą. A co tam. W końcu nawet karmienie dziecka może być świetnym powodem do rozbudzenia całego internetowego hejtu. W mojej głowie nadal jednak świdruje jedno pytanie:

o co Wy się kłócicie i serio macie na to czas i ochotę?

3 thoughts on “I kto tu jest Świętą Krową?

  1. Wpis ciekawy, ale generalizacje bardzo umniejszają wagi przedstawionych argumentów. My, Wy, wszyscy.
    Stawiasz się droga autorko w roli wyroczni i jedynej wyroczni, zamiast eksperta od bycia mamą.

    1. Cześć 🙂 moim celem nie było stawianie siebie w roli wyroczni, a jedynie zasygnalizowanie swojego stanowiska. Słowa Wy, Wszyscy kierowane są do konkretnych osób, które broniąc swojego stanowiska sięgają po argumenty poniżej pasa, a czasem poniżej wszelkiej krytyki. I ukrywać też nie będę, że pisząc wpis byłam po prostu zdenerwowana. Pewnie dzisiaj na spokojnie napisałabym go inaczej 🙂 dziękuję za Twój komentarz i wezmę Go sobie do serca.

      1. A i jeszcze dla pełnego zrozumienia bloga wyjaśniam, że nie występuję tutaj jako ekspertka od bycia mamą 🙂 moim celem jest organizowanie spotkań dla fajnych kobiet i szukanie odpowiedzi na problemy, które zadają mi podczas warsztatów 🙂 Wielokrotnie sięgam po pomoc ludzi, którzy znają się na pewnych kwestiach lepiej niż ja i dlatego dużą wagę przykładam do publikacji wywiadów 🙂 To tak dla pełnego zrozumienia, czym jest Karuzela 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *