Góry i niemowlę – jak zaplanować wyjazd?

Pierwsze wakacje z dzieckiem dla wielu rodziców są nie lada wyzwaniem, tym bardziej kiedy w grę wchodzi nie przytulny pensjonat, a górskie schronisko lub pole namiotowe! A tu proszę, mamy przykład pozytywnie zakręconej na podróże rodziny, dla której nie ma rzeczy niemożliwych, a natura jest zarówno zbyt piękna i zbyt pouczająca, aby jej nie pokazać swojemu synkowi. Zapraszam Was do lektury wywiadu z Anią Latusek- niesamowitą kobietą, która udowodni Wam, że góry, namiot  i niemowlę, to połączenie idealne 🙂

Ile miesięcy miał Bartuś, kiedy po raz pierwszy wspólnie wybraliście się w góry?

Miał 10 tygodni – pojechaliśmy w góry na pierwszą wspólną majówkę. Prawdę mówiąc, planowaliśmy nawet zabrać go dokądś wcześniej, ale moja niedyspozycja ciągnęła się po porodzie dość długo i nie byłam przez nią w stanie ruszyć się – aż do maja – za daleko. Zresztą, 2,5 miesiąca to i tak całkiem niezły wiek na rozpoczęcie przygody z górami. Chwilę później pojechaliśmy wspólnie po raz pierwszy pod namiot: Bartek skończył 3 miesiące, śpiąc na polu namiotowym w Morawce (Beskid Śląsko-Morawski).

Jaki szczyt po raz pierwszy razem zdobyliście i czy każdy rodzic z małym dzieckiem mógłby się na niego wybrać?

Pierwszego dnia weszliśmy na Halę Boraczą w Beskidzie Żywieckim. Bez problemu każdy jest w stanie tam wejść z maluchem. A właściwie wjechać – prawie pod samo schronisko prowadzi asfaltowa droga, więc poziom trudności wynosi 0. Na drugi dzień skorzystaliśmy już z chusty i skierowaliśmy się w stronę schroniska na Przegibku.

Do tej pory z reguły wybieraliśmy takie trasy, które albo pozwalały nam wejść na sam szczyt z wózkiem (np. Łysa Hora w Beskidzie Śląsko-Morawskim, Pradziad w Jesionikach), albo pewien odcinek drogi przebyć z wózkiem, a resztę z chustą (np. Ździarska Dolina w Tatrach Słowackich), albo tylko w chuście, przy założeniu, że idziemy nie dłużej niż 1,5–2 godziny w jedną stronę (np. do schroniska na Markowych Szczawinach). Bartek jest spokojnym dzieckiem, ale mimo to ma ograniczoną cierpliwość do przebywania w chuście w jednej pozycji.

Czy przed pierwszą wyprawą czułaś niepewność, jak mały zareaguje na taką formę aktywności?

Nie. Był jeszcze za mały, żeby zareagować źle. Niepewność czuję dopiero teraz, przed tym, co będzie. Młody 19 grudnia skończy 10 miesięcy i coraz chętniej wyraża własne zdanie, a zwłaszcza niezadowolenie. Byłoby mi szkoda, gdyby pewnego dnia powiedział „nie” na wieść o kolejnej wyprawie. Na razie jednak się na to nie zapowiada. Przed kilkoma dniami uczestniczyliśmy w imprezie w górach, na którą przyjechało prawie dwieście osób i Bartek bardzo chętnie poznawał i nowe okolice, i nowych wujków oraz ciocie. Ostatnio też żywiołowo reaguje, kiedy wkładam go do wózka – bardzo cieszy się na każde wyjście z domu, na każde spotkanie z innymi ludźmi, dziećmi. Liczę na to, że to się nie zmieni.

A jak Bartuś czuł się w trakcie wycieczki?

Szczerze mówiąc… było mu wszystko jedno. 2,5-miesięcznemu maluchowi zależy na tym, żeby miał pełny brzuszek, suchą pieluszkę, spokojne miejsce do spania, rodziców obok siebie. I tyle. Wydaje mi się, że z takim maleństwem o wiele łatwiej jest dokądkolwiek pojechać niż z dzieckiem starszym, które ma coraz więcej wymagań.

W jaki sposób przygotować się do pierwszego wypadu w góry?

Najlepiej zrobić listę rzeczy, które trzeba zabrać. A poza tym nie robić niczego ponad własne siły czy możliwości. Jeśli w góry jeździliśmy dotąd tylko od święta, z niemowlęciem nie powinniśmy rzucić się od razu na przejście całego Głównego Szlaku Beskidzkiego. Trzeba poza tym: sprawdzić pogodę, mieć dobrą mapę, zarezerwowany nocleg, odpowiednie buty, mieć plan awaryjny w razie jakiegokolwiek problemu, sprawdzone numery telefonu do służb ratunkowych (pogotowie: 999 albo 112, GOPR: 985 albo 600 100 300), apteczkę. I dobry sprzęt do noszenia dziecka. „Sprzęt”, czyli chustę albo nosidło dostosowane do wieku malucha. Albo wózek z zapasowymi dętkami, jeśli decydujemy się na trasę asfaltową.

Czy istnieją gadżety, które są przydatne w trakcie górskich wycieczek z niemowlęciem?

Nie wiem, średnio się w tym orientuję.

O czym warto pamiętać, pakując plecak na jednodniowy wypad?

O pieluchach, jedzeniu, o czymś do przebrania i cieplejszym do ubrania, o czapce albo opasce na głowę. No i kiedy świeci słońce, o kremie z filtrem. Poza tym o dokumentach – o książeczce zdrowia, karcie NFZ i, jeśli maluch tylko ma taki, o dowodzie osobistym albo paszporcie. Do tego o czołówce albo o latarce – nigdy nie wiadomo, czy wycieczka z jakichś powodów się nie przedłuży. Ja jeszcze noszę ze sobą apteczkę albo przynajmniej najważniejsze elementy jej zawartości.

Będąc zapaloną podróżniczką, jakie miejsce warte obejrzenia poleciłabyś każdej rodzinie?

Maluchy lubią naturę, dlatego myślę, że każde miejsce, które nie jest wielkim miastem, będzie dla dziecka odpowiednie.

Z miejsc dalszych polecam węgierski Balaton, który znakomicie sprawdzi się tak na wyjazd typowo odpoczynkowy (leżenie na plaży, która jest trawiasta i zacieniona, więc nie ma obaw, że dziecko się przegrzeje albo spali na słońcu), jak i na wyjazd aktywny (ścieżki rowerowe, zamki, jaskinie, parki linowe, place zabaw na plażach).

Jednodniowy wypad w góry wydaje się jeszcze do zorganizowania pod kątem logistycznym, ale już spanie z tak małym dzieckiem pod namiotem dla wielu rodziców jest totalnym szaleństwem. Jak udało się Wam zorganizować taki wypad?

Czym różni się spanie pod namiotem (zakładając, że nie jest dziurawy i nie przepuszcza deszczu i wiatru) od spania pod dachem? Dla niemowlęcia i małego dziecka, zwłaszcza takiego, które jeszcze nosi pieluszkę – niczym. To rodzice albo lubią spać pod namiotem i jest to dla nich rzecz najnormalniejsza w świecie, że na taki nocleg się decydują, albo nie lubią – i wtedy postrzegają spanie pod namiotem jako szaleństwo. Jasne, warto pamiętać o tym, żeby może niekoniecznie decydować się na takie eskapady, kiedy jest zimno. Albo wtedy, kiedy leje non stop przez kilka dni. Ale to dość oczywiste.

Rzeczą, o której wcześniej się nie myśli, jest natomiast to, że dziecko podczas jakiejkolwiek wyprawy jest tak naprawdę najmniejszym bagażem. Im jest ono mniejsze, tym więcej dodatkowych gratów dla niego się ze sobą dźwiga. Dlatego niekoniecznie zdecydowałabym się na wędrówkę z namiotem i niemowlakiem – nie chciałoby mi się po prostu dźwigać tysiąca dodatkowych rzeczy. Wolę stacjonować w jednym miejscu i stamtąd robić jednodniowe wycieczki na lekko. Albo przynajmniej w miarę lekko.

Na czym Bartuś spał?

Na pierwszych dwóch wyjazdach – w gondolce z wózka. Teraz już z nami na dmuchanej karimacie. Ostatnio kupiliśmy mu śpiwór puchowy, bo w przyszłym roku chcielibyśmy wrócić do jazdy na rowerze, a na takie wyprawy potrzebne będą przede wszystkim właśnie dobry śpiwór i przyczepka rowerowa.

O czym należy pamiętać w trakcie wspólnych wyjazdów, aby były one bezpieczne i przyjemne zarówno dla dziecka, jak i dla rodziców?

Przede wszystkim trzeba pamiętać o tym, że dziecko też jest człowiekiem i że ma swoje potrzeby i ograniczenia. Idealny jest dla mnie układ: rodzice pokazują maluchowi swój sposób na życie, na podróżowanie, na przeżywanie dnia, ale równocześnie pamiętają o tym, że pociecha ma jeszcze zupełnie inną percepcję świata i dużo mniejszą wytrzymałość.

Nie potrafiłabym nagle zapomnieć o moich zainteresowaniach, pasjach i zacząć jeździć w zupełnie inny sposób niż dotąd tylko dlatego, że w moim życiu pojawiło się dziecko. Gdybym to zrobiła, przestałabym być prawdziwa dla siebie samej i w konsekwencji – dla dziecka. Z drugiej strony, nie mogę wymagać od Bartka, żeby z radością przyjął tułanie się 10 godzin po górach bez odpoczynku w deszczu.

Dlatego kiedy jadę z nim, staram się i być sobą, i równocześnie zaspokajać jego potrzeby, wybierając krótką trasę z postojami na obserwację świata. I mogę wybrać się na 24-godzinne przejście kondycyjne, dlaczego nie, ale bez niego – on ma na to jeszcze czas i sam kiedyś zdecyduje, czy będzie miał na to ochotę.

Podróż z dzieckiem w góry

Co według Ciebie daje wspólne podróżowanie?

Oboje z mężem bardzo byśmy chcieli, żeby nasz syn, kiedy dorośnie, nie dziwił się ludziom. Że wyglądają inaczej, że mówią w inny sposób, że wierzą w co innego i jedzą coś, czego on nigdy dotąd nie widział. Żeby każdy człowiek był dla niego zawsze przede wszystkim wymagającym szacunku człowiekiem – takim samym jak on: ani gorszym, ani lepszym.

Poza tym, żeby potrafił odnaleźć się w różnych sytuacjach. Bo to spanie pod namiotem w lesie to nie tylko świetna przygoda. To też umiejętność poradzenia sobie z rozpaleniem ogniska, z wymyśleniem i przygotowaniem posiłku, z dotarciem na miejsce z wykorzystaniem mapy (GPS serio czasem nie daje rady), z wykąpaniem się w zimnym potoku itp. Podróżowanie uczy rzeczy praktycznych, a tej wiedzy nigdy dość.

Co więcej, wspólne wyjazdy na pewno zbliżają do siebie dziecko i rodziców, ale też zmuszają wszystkich do tego, żeby byli bardziej wyrozumiali, cierpliwi. Przebywanie z kimś 24 godziny na dobę bez przerwy przez kilka dni, tygodni nie jest łatwe.

Mogłabym wymieniać długo, ale tyle chyba wystarczy.

Jaki jest kolejny cel Waszej podróży?

Po przeczytaniu książki „Pępek świata. Z dzieckiem w drodze” zamarzyły mi się Chiny. Ale padła decyzja o odroczeniu dalekich wyjazdów na rzecz wypraw bliższych. Powody? Kilka. Po 1, Polska i okolice są nie mniej piękne. Po 2, w razie potrzeby zawsze łatwiej można się dogadać i coś załatwić. Po 3, z większym dzieckiem będzie łatwiej wybrać się daleko niż z maluchem, który jeszcze nie potrafi mówić.

Dlatego też w przyszłym roku stawiamy na Polskę i okolice/Europę. Głównie rowerowo – pewnie zdecydujemy się na przejechanie fragmentu szlaku Green Velo. A poza tym, kto wie? Prenumerujemy miesięcznik „Rowertour” i czerpiemy stamtąd tyle inspiracji, że spokojnie moglibyśmy zagospodarować wszystkie wolne dni przez kilka najbliższych lat.

Dziękuję za rozmowę.

Ania – kobieta żywioł. Wszędzie jej pełno. Kocha podróżować i rozszerzać własne horyzonty. Z zawodu i zamiłowania uczy obcokrajowców języka polskiego. Razem z nią możecie również podszkolić się w znajomości j. portugalskiego poprzez śledzenie jej bloga:

http://anitaaprendeportugues.blogspot.com/

jak odpieluchować dziecko

Hejka!!!!

Jestem Magda 🙂

Karuzela Familijna, to blog zakręcony na punkcie kobiet 🙂 Uwielbiam w kobietach ich siłę, zapał i wielozadaniowość 🙂 W trakcie organizowanych spotkaniach przypominam im jak wiele znaczą nie tylko dla innych, ale przede wszystkim samych  siebie!

Oprócz tego?

Dzielę się moim wieloletnim doświadczeniem i wiedzą, jaką zdobyłam pracując z dzieciakami w różnych miejscach 🙂
Dopinguję rodziców do aktywnego, świadomego i bliskiego rodzicielstwa 🙂

Po godzinach opłakuje…. odejście Meghan Markle z serialu Suits ;( ;(
choć nie powiem widok aktorki w białej sukni u boku księcia nie co złagodził me obolałe serce… 😛

Jeśli chcesz poznać mnie bliżej, to wpadaj tutaj….

rozszerzanie diety dziecka

Najlepsze mamy pochodzą z……. Polski! A co jak się sama nie pochwalisz, to Cię nikt nie pochwali 😛

Jak wspomagać rozwój mowy u niemowląt?? Ten wywiad to jest jedna z moich najcenniejszych perełek 😀 

idzie powinno zjadać dziecko 8 miesięczneFakty i mity na temat samodzielnego gotowania dla niemowląt 🙂 Wskakuj i zobacz sama, czy ten tekst pomoże Ci wyruszyć w drogę o nazwie: rozszerzanie diety 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *